Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Cała prawda o Drogówce

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Były punk, z zamiłowania bokser i niezwykle charakterny aktor zdradza swój sposób na policjantów. Właśnie w jednego z nich Eryk Lubos wciela się w dramacie Wojciecha Smarzowskiego Drogówka.
Cała prawda o Drogówce

Cała prawda o Drogówce
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.

MenStream.pl: Kiedy próbowałem namówić Pana na tę rozmowę wspomniał Pan, że jako kierowca woli się więcej nie narażać policjantom, zwłaszcza w czasie kiedy do kin wchodzi Drogówka. Najnowszy film Wojciecha Smarzowskiego rzeczywiście narobi szumu?

Eryk Lubos: Cóż, takiego kina jeszcze nie było w Polsce. To poważny temat, zrealizowany przez utalentowanego reżysera. Nie wiem czy narobi kłopotów, ale z pewnością nie przejdzie bez echa.

Zwłaszcza, że w Polsce nie lubi się policji, a już o drogówce kierowcy mają, delikatnie mówiąc, bardzo niepochlebne zdanie.

My Polacy w ogóle nie bardzo lubimy wszelkiej władzy. Jednak ze swojego doświadczenia mogę zapewnić, że są to są ciężko pracujący ludzie, tyle, że wykonują niewdzięczną robotę. Chyba trzeba spojrzeć na to inaczej. Oni mają za zadanie utrzymywać porządek, a to nam się śpieszy, to my się denerwujemy.

Nie uwierzę, że nigdy i niczym Panu nie podpadli...

Oczywiście spotkałem i takich złośliwych, stosujących bardzo prewencyjne metody. Mówiąc wprost, byli totalnymi służbistami. Z takimi nie ma rozmowy. Szkoda na to czasu. Pokornie zbierasz reprymendę i przyjmujesz mandat. I dalej ruszasz w drogę.

No tak, ale co, kiedy za chwilę spotykamy kolejny patrol z suszarką, albo wycelowane w nas fotoradary: szare, żółte, stałe i te przenośne lub mierzące prędkość odcinkową? Już dziś przy drogach stoi 800 masztów i 315 fotoradarów, a mówi się dodatkowym o zaostrzaniu przepisów drogowych i kolejnych 560 skrzynkach. To Pana nie denerwuje?

Z tym to faktycznie przesada. Ograniczenie prędkości do pięćdziesięciu kilometrów na godzinę, na bardzo długim odcinku - na przykład do Dworu Mazowieckiego - na prostej, szerokiej drodze i czyhające na kierowców fotoradary, albo patrole drogówki, wydają mi się czasem po prostu niepotrzebne.

Często ma się wrażenie, że ograniczenia prędkości są zwykle zupełnie nieadekwatne do warunków drogowych?

Zwłaszcza, że stawia się zaraz przy nich radary! W jednej małej miejscowość leżącej na trasie drogi krajowej czasem spotkać można ze trzy, ustawione tak, by gmina dobrze na kierowcy zarobiła.

Ciekawe, że częściej mówi się o tym, jaki będzie przychód do budżetu z radarów, niż o tym ile ludzi uratują. Ministerstwo Finansów na przykład już zapowiada, że w tym roku chce ściągnąć z mandatów półtora miliarda złotych.

Bo umieszczenie radaru tuż za znakiem ograniczenia prędkości w taki sposób, by kierowca ledwie wyrabiał z zredukowaniem prędkość z tych dozwolonych dziewięćdziesięciu poza obszarem zabudowanym, jest zwykłą pułapką i niewiele ma wspólnego z poprawą bezpieczeństwa.

Łatwiej się dogadać z patrolem policji niż tłumaczyć się ze zdjęcia?

O tak! Ja się nie ścigam na drodze, już z tego wyrosłem, ale są sytuacje, że człowiek po prostu musi przycisnąć. Często to, w jaki sposób my ich - policjantów - traktujemy, tak i oni nas potraktują. Czasem na 19 kanale CB-Radia sobie z nimi rozmawiam i zapewniam - w większości są to rozsądni ludzie.

Jest na nich jakiś sposób? Mówią, że lepiej się od razu przyznać i liczyć na litość niż kozakować. Ale słyszałem, też o sposobie na teściową.

A o takim, to nie słyszałem.

Mówi się, że człowiek się śpieszy, by odwieźć teściową do domu i stąd ta prędkość. Policjant też człowiek, powinien zrozumieć. Tylko mało, kto ma odwagę na taki ruch, wioząc mamusię ze sobą.

Mi się kiedyś udało uniknąć mandatu tłumaczeniem na mamę. Ale to akurat historia autentyczna. Jechałem do domu, a miałem 1,5 godziny z Krakowa do Tarnowskich Gór, skąd pochodzę. Matka miała urodziny, a ja w ten dzień grałem spektakl w Krakowie. Chciałem zdążyć przed północą na jej urodziny. No i złapali. Zawsze stoją w tych moich Reptach Śląskich, tam na górce i wszyscy o tym wiedzą. Ale cóż - stało się.

Zaczynam więc panom policjantom tłumaczyć wielosłowiem: że jadę do mamy na urodziny, że z Karkowa, że spektakl był do 22:30. Pokazałem nawet plakaty. Tak wiem - przekroczyłem, ale życzenia..., no i że rano znów muszę być w Warszawie... Popatrzyli na mnie, na ten plakat i pytają: Pan jest stąd, tak? Potwierdziłem. Pokiwali głowami i puścili. Przywiozłem im za to kawałek ciasta mamy.

Bycie rozpoznawalnym aktorem pomaga w negocjacjach, by mandat zamienić na pouczenie?

No mnie to raczej nie pomaga (śmiech). Stawiam więc na szczerą i rzeczową rozmowę. Na ogół działa, bo i oni przecież wiedzą, jak jest. Po siedmiu godzinach jazdy - na przykład nad morze - naprawdę jest ciężko, by nie stracić cierpliwości. Trzeba jeździć nocą, aby uniknąć natężonego ruchu, a i tak w pewnych gminach nie poszerza się dróg i ciągnie się ta kawalkada. Nie dziwię się więc, że kiedy nadarza się okazja niektórzy próbują nadrobić stracony czas.

Jest więcej takich, którzy tracą cierpliwość i na przykład - na znak protestu - zamalowują radary

Taka rewolucja!? Nie słyszałem. Jak wspomniałem dość często jeżdżę na Pomorze. Tam niemal w każdej gminie są po dwa radary na trzystumetrową mieścinę i stale ich przybywa. Do tego ograniczenie do 40, zwłaszcza w nocy, kiedy ruch jest znacznie mniejszy wydają mi się zbyt rygorystyczne.

Nie chciałbym porównywać Polski do zachodnich sąsiadów, ale dla przykładu w Niemczech sztucznie nie ogranicza się prędkości. Natomiast poza autostradami, ekspersówkami ściśle się ją kontroluje. U nas autostrad jest za mało. Dajmy kierowcom szybkie drogi do przemieszczania się po kraju, a poza nimi uspokajajmy ruch. Nikt się nie będzie wówczas buntował.

Podobno w Szwecji niedostosowanie prędkości do znaku powoduje, że wypada się z drogi. Wiadomo więc po co są. A u nas stawia się je często prewencyjnie. Czasem mam wrażenie, że drogowcy po prostu zapominają ich ściągnąć po remoncie.

Tak u nas jest. Ale nie tylko to powoduje, że ma się ochotę ze złości trzasnąć drzwiami. Nie zapomnę Euro 2012. Świetnie, że było, ale to co przyszło nam - kierowcom przeżyć, to nasze. Raz jechałem na plan, sto kilometrów za Warszawę, nie no... aż ciężko opowiedzieć. Powiem tylko, że bliski byłem szaleństwa.

Te korki dobijają. Przyznam się, że już dwa razy wróciłem się do Warszawy na Wszystkich Świętych, bo nie dałem rady psychicznie. Wyjazd z Warszawy w godzinach szczytu to jakiś koszmar. Trzy godziny jechałem do Piaseczna. W końcu zadzwoniłem do rodziny, że nie przyjadę na święta i zawróciłem.

A mnie irytuje ta nierówność w traktowaniu. Być piękną kobietą, to już mandat o połowę niższy, albo w ogóle samo pouczenie. A być posłem? To już można niemal wszystko i tak nic im nie grozi, bo immunitet.

Można jeszcze parę wymienić grup, które na drodze dostają fory. Zwłaszcza pewnych instytucji, których wolałbym nie nazywać. No, ale co z tym zrobić? Tu trzeba głębszej reformy, to nie jest sprawa prosta. Można jeszcze nakręcić o tym film. Wojtek Smarzowski pokazał w Drogówce wiele właśnie takich sytuacji, widzianych z różnych perspektyw.

Trudno było wcielić się w rolę sierżanta sztabowego Marka Banasia? Zmienia się perspektywa, kiedy występuje się w roli policjanta drogówki?

Mam przyjaciól wśród policjantów i spore doświadczenie z rolami policjantów, to znaczy nigdy jeszcze nie byłem policjantem drogówki, ale jednak. Zawsze są jakieś czarne owce, w Policji też, ale generalnie są to bardzo oddani swojej pracy ludzie. Wbrew wszelkim osądom oni przecież pracują dla nas.

W tym filmie sierżant Banaś to dość szczególny policjant, o kontrowersyjnych poglądach.

Wojtek nie obsadza przypadkowo. Wykorzystał niektóre moje warunki i umiejętności aktorskie, by stworzyć bardzo specyficzną postać funkcjonariusza.

Jest Pan często obsadzany w bardzo specyficznych rolach. Nie ma Pan dosyć takiego wizerunku?

Staram się grać to co mnie interesuje. Ireneusz Guszpit powiedział mi kiedyś: ty masz patent na niegrzeczność. W szkole teatralnej mówili, że jestem uparty: Eryk, my już to znamy. Starałem się przekonać profesorów, że to co wydaje się im znane można zagrać zupełnie inaczej, a ja to potrafię najlepiej. Van Gogh szukał odpowiedniej barwy dla Słoneczników całe życie. Ile odcieni jednego koloru widział, nim wybrał ostateczny? Za ten kolor dziś płacą miliony. Podobnie jest ze mną. W obrębie tych charakterystycznych ról, stale gram coś innego – staram się pokazać za każdym razem inny odcień.

W Domu Złym zaskoczył Pan widzów...

Wojtek nie powiela stereotypów. Powiedział : Wszyscy będą widzieć w tobie złego, ale ty będziesz jako jedyny dobry. Historią Drogówki również zaskoczy.

Eryk Lubos

Pochodzi z Tarnowskich Gór. Do wrocławskiej szkoły aktorskiej zdawał, bo zachwycił się spektaklem w teatrze, do którego po raz pierwszy poszedł. Miał wówczas 19 lat. Studia ukończył w 1998 roku, a dwa lata wcześniej miał swój teatralny debiut. W telewizji i w filmie zaczął pokazywać się już po ukończeniu szkoły, jednak to rok 2008 był jednym z najważniejszych w jego karierze. Na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni pokazywany był film Boisko bezdomnych, w którym Lubos zagrał drugoplanową rolę Romana Gawrona Indora. Ta kreacja przyniosła mu Złotego Lwa. Za sprawą głównej roli w filmie Marcina Wrony Moja krew otrzymał nagrodę im. Zbyszka Cybulskiego. Później Lubos zagrał m.in. w Domu złym Wojciecha Smarzowskiego, Skrzydlatych świniach Anny Kazejak oraz w Wenecji Jana Jakuba Kolskiego i oraz w najnowszym filmie tego reżysera Zabić bobra. Za tę rolę Lubos otrzymał nagrodę za najlepszą pierwszoplanową rolę męską na ubiegłorocznym międzynarodowym festiwalu filmowym w Karlowych Warach. Nim wcielił się sierżanta Banasia w Drogówce wystąpił w takich filmach jak Dziewczyna z szafy Bodo Koxa, a także Dzień kobiet Marii Sadowskiej. Zagrał także w polskiej superprodukcji serialowej Misja Afganistan. Teraz pracuje na planach filmów Historie Warszawskie i Anioł.


Menstream.pl



o © 2007 - 2021 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl