W roku 1956 zorganizowano w Jagniątkowie wczasy dla dzieci z Bolesławca, traktowane jako prewentorium. Turnus trwał miesiąc.
Pensjonariusze odbywali różne wycieczki, jedna z nich, poprzedzona przewiezieniem w okolicę Przesieki, miała formę dłuższej pieszej wędrówki. Maszerująca grupka dotarła wtedy do miejsca, gdzie tuż po drugiej wojnie światowej spadł samolot. Ślady katastrofy były nadal widoczne.
Opiekunowie - poza zdawkowo podaną informacją o tym fakcie - bardziej dociekliwe pytania swoich podopiecznych zbywali jakimiś ogólnikami. Szybko zresztą zmienili temat, kończąc ten wątek rozmowy. Ponad sześćdziesiąt lat później jeden z uczestników owej eskapady poznał okoliczności powojennej katastrofy, której miejsce widział jako dziecko.
W grudniu 1946 roku na terenie leśnictwa Przesieka przebywało dwóch niemieckich robotników, którzy podczas pracy dokonali przerażającego odkrycia - wśród połamanych wierzchołków drzew leżał wrak małego samolotu i ciała dwóch mężczyzn. O ponurym znalezisku niezwłocznie powiadomiono funkcjonariuszy strażnicy Wojsk Ochrony Pogranicza w Przesiece.
Dokładne przeszukanie okolicy katastrofy ujawniło łącznie zwłoki czterech osób. Jak miało wykazać śledztwo - mężczyźni ci w sobotę 23 listopada 1946 roku o trzeciej w nocy sterroryzowali posiadana bronią krótką wartowników i uprowadzili z lotniska szkoły szybowcowej w Jeżowie Sudeckim – wówczas Grunowie - dwupłatowy samolot sowieckiej konstrukcji PO-2, popularnie nazywany „kukuruźnikiem”. Strażnicy wkrótce po odlocie porywaczy samodzielnie oswobodzili się z więzów, a powiadomieni przez nich funkcjonariusze jeleniogórskiej ubecji rozpoczęli intensywne śledztwo, dotyczące uprowadzenia maszyny.
Przesłuchano wartowników ustalając, iż w akcji porwania samolotu brało udział pięć osób. Dzięki znalezionym przy ciałach papierom szybko ustalono ich personalia. Urodzony we Lwowie, dwudziestosześcioletni Władysław Burławski miał nie tylko osobiste dokumenty, ale także pistolet i trzynaście sztuk amunicji, przy zwłokach urodzonego w Łucku Franciszka Rybczyńskiego - w chwili śmierci mającego dwadzieścia lat – ujawniono pistolet Vis, trzydzieści sześć sztuk amunicji i dwa portfele z tysiąc trzysta dziesięcioma złotymi.
Tragicznie zmarły Alfred Szymański – w czasach służby w AK posługujący się pseudonimem Marek - miał lat dwadzieścia cztery, w jego odzieniu także znaleziono notatki osobiste, zaś przy dwudziestoletnim bracie, Rudolfie Szymańskim - pseudonim Felek - różaniec i miniaturki Krzyża Walecznych.
Jeden z przesłuchiwanych żołnierzy WOP-u zeznał, iż owej nocy słyszał warkot samolotu, jednak nie towarzyszyły mu inne dźwięki, mogące sugerować problemy maszyny.
Komisja ustalająca powód wypadku uznała, że bezpośrednią przyczyną zdarzenia musiała być słaba znajomość pilotażu, a zwłaszcza brak umiejętności prowadzenia maszyny w nocy, przy zgaszonych światłach pozycyjnych i oświetlających przyrządy pokładowe, co pogłębiały jeszcze panujące wówczas, wyjątkowo niesprzyjające lotowi warunki atmosferyczne. Dodatkowe zagrożenie stanowiło nadmierne obciążenie maszyny - „kukuruźnik” przystosowany był do przewozu dwóch osób…
Młodzi Polacy podjęli dramatyczną próbę ucieczki z kraju, w istocie wówczas ściśle kontrolowanego i nadzorowanego przez Sowietów. Musieli wprowadzić swój plan w życie w sobotnią noc 23 listopada 1946 roku. Przestarzała dwupłatowa maszyna, przeciążona czterema osobami, rozpoczęła w gęstym mroku tragiczną podróż lecąc ku granicy kraju.
Od chwili podjęcia decyzji o opuszczeniu Polski w tak dramatyczny sposób uciekinierzy mieli pełną świadomość ryzyka, ale jedynie ucieczka mogła ich, żołnierzy patriotycznego Podziemia, uratować nie tylko przed żałosną egzystencją w Ojczyźnie, rządzoną przez nasłanych z Moskwy komunistów, ale także przed pewnym uwięzieniem i bandyckimi torturami w czasie przesłuchań. Szczęśliwie do dnia porwania samolotu uniknęli aresztowania, które stało się udziałem wielu ich towarzyszy.
Najprawdopodobniej planowali dotarcie najpierw poza sowiecki kordon do Austrii. Piątego uczestnika akcji na lotnisku ani ewentualnych innych współuczestników porwania nie udało się ubecji namierzyć. Śledztwo zresztą wkrótce umorzono.
Ucieczki z Polski w latach 1945-1948 stanowiły niemal codzienność. Według naukowych badań kraj opuściło wtedy nielegalnie blisko sto tysięcy Polaków. Cena tak uzyskiwanej wolności była jednak bardzo wysoka - dla młodych ludzi, poległych 23 listopada w lasach pod Przesieką – najwyższa…



