Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Legnica
Oni nas pałą, my ich słowem i pieśnią

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Stanisław Śnieg, rocznik 1927. Żyjąca legenda podziemnej Solidarności w Zagłębiu Miedziowym. Ikona walki o wolną i niepodległą Polskę. Głęboko wierzył w wartości i zasady, za które gotów był poświęcić to, co ma najcenniejsze.

Niezłomny ideowiec, poniżany i szykanowany przez esbeków, wzór do naśladowania dla młodego pokolenia. Wielki patriota oddany sprawie, pedagog i poeta.

Esbecy na kurs analfabetów marsz!

Kiedy w sierpniu 1980r. rodziła się Solidarność, Stanisław Śnieg wierzył, że w końcu w komunistycznym kraju coś się zmieni. Nazwa Solidarność była dla niego symbolem walki o wolną i niepodległą Polskę.

Stanisław Śnieg, żyjąca legenda podziemnej Solidarności w Zagłębiu Miedziowym. Fot. Wincenty Kołodziejski

- Mój ojciec, dziad i pradziad walczyli za niepodległość. Nie wyobrażałem sobie, by w tamtych latach robić coś innego. Musiałem walczyć za naszą wspólną sprawę. Miałem trochę łatwiej, niż moi inni koledzy. Byłem samotny, nie miałem rodziny. Inni mieli żony i dzieci i naturalną było sprawą, że się bali, ale każdy chciał służyć idei Solidarności.

Obok Wrocławia, Lubin był jednym z większych ośrodków opozycyjnych na Dolnym Śląsku. To w tym górniczym mieście drukowano setki tysięcy ulotek, które potem wędrowały po mieście. Esbecy dwoili się i troili, by znaleźć powielacze. Mieszkanie Stanisława Śniega na ostatnim piętrze wieżowca przy ul. Baligrodzkiej było swego rodzaju mekką opozycjonistów. Esbekom Śnieg dał się poznać jako niezłomny działacz.

- Traktowali mnie trochę jak „świętą krowę”, a ja specjalnie to wykorzystywałem. Wiedziałem na co mogę sobie przy nich pozwolić. Oni nas pałą, a my ich słowem. Tak z nimi walczyliśmy. Pamiętam, jak trafiłem na przesłuchanie. Czekam na korytarzu i słyszę zza drzwi głos oficera śledczego: „wejść”. Wchodzę i mówię „dzień dobry”. W odpowiedzi słyszę komendę „wyjść”, a zaraz potem „wejść”. No to znowu wchodzę i powtarzam „dzień dobry” i znowu śledczy krzyczy „wyjść”. Za trzecim razem wchodzę i znów witam się „dzień dobry”. Na co oficer rzuca: „A was Śnieg nie uczono w domu, co się mówi, jak się wchodzi – melduję się na rozkaz”. A ja na to, że: „mamusia i tatuś uczyli mnie w domu, że jak się gdzieś wchodzi, to się mówi dzień dobry” - śmieje się pan Stanisław.

Fot. Wincenty Kołodziejski

Innym razem, podczas jednego z wielu przesłuchań, śledczy wziął do ręki drewnianą laskę, z którą Stanisław Śnieg nie rozstawał się na moment, a na której wyryte było „Solidarność walcząca”.

- Spojrzał na mnie i wrzeszczy, „co tu jest napisane”. A ja do niego mówię, że „wie pan, jak pan nie umie czytać, to ja w szkole prowadzę taki kurs dla analfabetów. Mogę pana zapisać bez kolejki - opowiada dalej nasz bohater. - Od początku powstania Solidarności, zawsze w klapie marynarki czy na koszuli nosiłem przypięty znaczek Solidarności. Kiedyś jadę autobusem miejskim. Patrzy na mnie taki smutny jegomość i na cały głos mówi do mnie: „idiota”. A ja mu na to: „miło mi, ja nazywam się Stanisław Śnieg”. Cały autobus buchnął śmiechem.

Pan Stanisław drwił sobie z esbeków, jak tylko mógł. Gdy jeden z oficerów śledczych zapytał go, co jest napisane na tej lasce, Stanisław Śnieg chciał go za to wysłać na kurs dla analfabetów. Fot. Wincenty Kołodziejski

Huczą petardy, ścielą się gazy

Był wtorek, 31 sierpnia 1982r. O manifestacji wszyscy w mieście mówili od rana. Podziemna Solidarność chciała w ten sposób uczcić drugą rocznicę podpisania „porozumień sierpniowych”.

- Obawialiśmy się tylko jednego - czy ludzie przyjdą na naszą manifestację. Mówię do Janka Madeja: „dobrze by było, jakby setka ludzi była”. Janek się uśmiechnął i mówi: „setka? jak będzie pięćdziesięciu to już będzie dobrze”. Gdy szliśmy przez mostek trzymając w rękach kwiaty, z każdej uliczki, z każdego domu wychodzili ludzie. Czułem, jak dreszcz mi po plecach przechodzi, czułem się wniebowzięty. Tyle ludzi w ogóle się nie spodziewaliśmy. Byliśmy podnieceni i podekscytowani jak nigdy dotąd. Czuliśmy, że to będzie nasz wielki dzień, dzień zwycięstwa Solidarności nad komuną – relacjonuje pan Stanisław.

Aparat bezpieczeństwa bardzo dokładnie przygotowywał się do tej manifestacji. Wszelkie zgromadzenia były wówczas zabronione i surowo tępione. Z dokumentów IPN jasno wynika, jakie siły były przygotowane do stłumienia tej demonstracji, ile wydano broni i amunicji, ilu było zomowców.

- Myśleliśmy, że strzelają ślepakami, ale gdy ujrzeliśmy, jak tynk z budynków się sypie, zdaliśmy sobie sprawę, że to nie są przelewki, że strzelają do nas z ostrej amunicji. Krzyczę do jednego z zomowców: „co wy robicie, dlaczego do nas strzelacie?” Potem zobaczyłem, jak zomowiec wymachuje pałką i idzie w moim kierunku. Pomyślałem, że teraz nieźle oberwę. Zamknąłem oczy, ale nie poczułem żadnego piekącego bólu, który już znałem wcześniej podczas przesłuchań. Do zomowca, który chciał mnie uderzyć, podbiegł jakiś kapitan chyba, zakazał mnie bić i powiedział: „Śnieg, co tu robicie? Idźcie do domu”. Oczywiście, zostałem z innymi. Potem się dowiedzieliśmy o trzech śmiertelnych ofiarach - mówi dalej pan Stanisław.

Dla walczącej Solidarności był to cios w serce. Mieczysław Trajkowski, Andrzej Poźniak i Michał Adamowicz, byli kolejnymi niewinnymi ofiarami stanu wojennego.

- Ale mimo tych tragicznych wydarzeń, nadal głęboko wierzyliśmy w ideę Solidarności. Wierzyliśmy, że kiedyś musi nadejść dzień wolnej i niepodległej Polski, za którą nasi chłopcy oddali życie - mówi S. Śnieg.

Bohaterowie tamtych dni

Stanisław Śnieg przez lata uczył geografii i geologii, do dziś odwiedzają go byli uczniowie pytając o zdrowie i wspominając dawne czasy. Mieszka w tym samym wieżowcu, co przed laty. Co dziś znaczy dla niego Solidarność? Po chwili namysłu odpowiada.

- Wie pan, najgorsze jest to, że dzisiaj co niektórzy próbują przypisywać sobie wielkie zasługi, jak to dzielnie i mężnie walczyli z esbecją, a nosa z domu nie wychylili, bo byli zwykłymi tchórzami. A o prawdziwych bohaterach tamtych czasów niewiele się mówi, nikt ich już nie pamięta. Ale oni są, żyją i trzeba o nich mówić i pisać, by młode pokolenie wiedziało, że był taki Janek Madej, Zosia Bobińska, i wielu, wielu innych, cichych bohaterów tamtej epoki.

Fot. Wincenty Kołodziejski


Tomasz Jóźwiak



o © 2007 - 2022 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl

Twój afisz
na grupie Otomedia.pl
zadzwoń: 512 745 851
e-mail: reklama@otomedia.pl
Znajdź wydarzenie
na naszym afiszu
Twój afisz
na grupie Otomedia.pl
zadzwoń: 512 745 851
e-mail: reklama@otomedia.pl